Czekając dzisiaj na zajęcia skusiłam się żeby pójść do sklepiku i kupić coś słodkiego.. po intesywnym chodzeniu po górach muszę nadrobić spalone kalorie.. Kupiłam pierwsze lepsze ciasteczko, które wpadło mi w oko. Biszkopt z nadzieniem czekoladowym, w czekoladowej polewie. Filozofia żadna, cena minimalna. Smak poprawny, ale bez rewelacji. Mając jeszcze kilka wolnych chwil skupiłam się na czytaniu składu owego produktu. A zaskoczyło mnie ono niezmiernie:
"Ciasteczko z nadzieniem kakaowym w polewie czekoladowej" --->> tutaj jeszcze wszystko gra... dalej zaczyna się poetyczna chemia..
"Składniki: polewa czekoladowa 22% (cukier, częściowo utwardzane oleje roślinne, niskotłuszczowe kakao, odtłuszczone mleko w proszku, serwatka w proszku, emulgator (lecytyna sojowa), aromat waniliowy), nadzienie kakaowe 22% (częściowo utwardzone oleje roślinne, cukier, syrop kukurydziany, woda, niskotłuszczowe kakao 6%, substancja pochłaniająca wilgoć (gliceryna), odtłuszczone mleko w proszku, alkohol etylowy, emulgator (lecytyna sojowa), aromat waniliowy), mąka pszenna, cukier inwertowany w syropie, jajka, cukier, syrop kukurydziany, substancja pochłaniająca wilgoć (sorbitol i gliceryna), olej bawełniany, dekoracja (cukier, częściowo utwardzone oleje roślinne, odtłuszczone mleko w proszku, serwatka w proszku, niskotłuszczowe kakao, emulgator (lecytyna sojowa), aromat waniliowy, emulgatory (mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, estry propano-1,2-diolu z kwasami tłuszczowymi, sole sodowe kwasów tłuszczowych, lecytyna sojowa), substancje spulchniające (pirofosforan dwusodowy, dwuwęglan sodu, dwuwęglan amonu), alkohol etylowy, aromat waniliowy, sól, regulator kwasowości (kwas cytrynowy), środek konserwujący (sorbinian potasu 0,2%).
i krótka adnotacja na deser: przechowywać w suchym i chłodnym miejscu.
Powiem krótko: byłam w szoku. Takie maleństwo a tak naszpikowane chemią, że ojoj. Temu cake barowi już podziękuję..
A z drugiej strony jakże intrygujący jest opis tych składników.. Szkoda, że nigdy nie miałam głowy do chemii, na pewno teraz lepiej zrozumiałabym wytłuszczone terminy.






7 komentarze:
Ja tez zrezygnowałem z takich urozmaiceń, lepiej żyć zdrowo. Po takich smakołykach są tylko problemy ze zdrowiem. Od czasu do czasu tylko Redbull popijam, który ma w sobie pewnie jeszcze więcej chemii.
Z chemii też nie jestem najmocniejsza lecz wiem od kogoś, kto się na tym zna, że niektóre te dziwne chemiczne składniki występują po prostu w naturze i niekoniecznie muszą być sztucznym tworem. Weźmy taką sól, której przecież nikt się nie boi (choć nie należy z nią przesadzać a wręcz ograniczać). Przecież to chloran potasu. A potrzebna, bo nawet zwierzęta muszą czasem do lizawki. Więc dzieci drogie, uczcie się chemii, choć wydaje się na nic niepotrzebna, żeby potem te dziwnie brzmiące nazwy Was nie płoszyły, i żeby uniknąć sztucznego świństwa. (Może jakieś dziecko to przeczyta, bo dla nas, starych koni to już za późno, a może nie?)
Z chemią zawsze jestem bardzo ostrożny, ale poznanie jej napewno wychodzi na dobre. Przynajmniej wiadomo co można stosować, a czego unikać. Odwoływanie się do świata zwierząt nie jest konieczne. Przecież w relacjach międzyludzkich bez "chemii" byłoby jałowo :)
Anonimie, znasz takie powiedzenie "patrzcie ludzie, jak zwierzęta... wodę piją!". Czasem dobrze by było pouczyć się od zwierząt. One, chorując sięgają w naturze po to, co im może pomóc. A my faszerujemy się farmakologicznymi świństwami, które przecież też są sztuczne, chemiczne. A chemia w kontaktach międzyludzkich? Owszem, czemu nie :)
hoho.. :) jak ładnie przeszliście z chemii do chemii.. =) / pozdrawiam tak nijako jakoś..
Jeśliby się tak naprawdę nad tym zastanowić, to wszystko jest naszprycowane chemią. Nawet taki olej; bo czy ten dopiero co wytłoczony z ziaren mógłby stać dwa lata bez zjełczenia? W dzisiejszym świecie naturalnym jest, że wszystko jest nienaturalne...
Prześlij komentarz