środa, 4 listopada 2009

jesiennie...




Nastał jedenasty miesiąc anno domini 2009. Listopad.
Miesiąc rozpoczynający się od dwóch ważnych dni. Pierwszego i drugiego listopada. Dni, kiedy niepostrzeżenie i nagle zatrzymuje się czas. Zatrzymuje się nad grobami bliskich. Patrząc na chłodne granitowe płyty na których wyryte są drogie imiona i nazwiska falami powracają wspomnienia pełne ciepła. Z upływem czasu niektóre wspomnienia stają się mgliste, ale nic nie jest w stanie powstrzymać wewnętrznej fali wzruszenia. Wspomina się te dobre dni, uśmiechy, drobne gesty i nawyki. Ulubione słowa, potrawy, wspólnie spędzony czas. Myślę, że te dwa dni listopadowe są w pewnym sensie dniami radosnymi. Z jednej strony owszem można odczuwać żal, że tych osób nie ma wśród nas na ziemi. A z drugiej można się cieszyć, że dane nam było obcować z takimi cudownymi ludźmi.  Można się cieszyć z tego, że teraz na pewno przebywają w Niebie, i z Nieba nam orędują.
Szczególnie poruszają mnie zawsze malutkie groby dziecięce. Groby małych aniołków, dzieci, które żyły bardzo krótko lub którym nie dane było narodzić się żywymi. Jest to taka niezwykła boska tajemnica...
W tym roku cmentarze były przyozdobione baldachimami żółtych jesiennych liści. Na grobach płonęły niezliczone liczby szklanych zniczy w rozmaitych kolorach: od ciepłych pomarańczy i czerwieni po stonowane zielenie i błękity. Jak zwykle dumnie pyszniły się piękne klomby chryzantem. W tym całym bogactwie poruszało się wiele osób. Myślę, że są to jedyne dni w roku kiedy na cmentarzu liczba osób żyjących przewyższa liczbę osób, które już umarły. Jest to niesamowite. I chodząc od grobu do grobu spotyka się po drodze znajomych. Żywych wśród umarłych. 

Tymczasem robi się coraz chłodniej. Wczoraj wiał przeszywający lodowaty wiatr, który spowodował, że nawet najbardziej oporne osoby włożyły cieplejsze ubrania. Dzisiaj rano idąc do pracy ze zdumieniem spostrzegłam, że z wielu drzew spadły przez noc setki liści. Zrobiło się nagle tak pusto...
Na stole stoi miseczka ze złotym płynnym miodem i  kruchymi orzechami włoskimi. Taki puchatkowy przysmak, żeby zrobiło się słodziej na duszy. Nastaje taka pogoda, która sprzyja siedzeniu w domu. Tymczasem moja agenda jest szczelnie wypełniona. Praca, spotkania, zajęcia, wyjazdy.. Jesień zapowiada się ciekawie...




 

 

 

4 komentarze:

anna s. pisze...

Witaj aNulko. Twoje zdjęcia to chyba ostatnie do podziwiania kolorów jesieni. Mój syn dziwi się, że ja zmieniam pulpit zależnie od pory roku i gdy znalazłam piękny jesienny krajobraz (na dodatek jakby stworzony na pulpit, bo z lewej strony jest czarne drzewo, na którym świetnie prezentują się ikonki)to stwierdził, że powinnam sobie dla kontrastu wrzucić jakiś letni, z ciepłym morzem, czy coś takiego.

anonimdrugi pisze...

Dawno nie byłem w kinie i czuję się troche poza obiegiem wydarzeń kulturalnych, dlatego też trudno powiedzieć co byłoby właściwe.. jesienne plany sa takie same jak wiosenne, tylko przyroda się zmienia, a życie i tak idzie swoja droga, najczęsciej ta nieprzewidzianą :)

anna s. pisze...

A ten jesienny zestaw jest super, nawet wedle obecnych trendów. Ponoć teraz to obciach mieć pantofle w identycznym kolorze jak torebkę. Nie śledzę mody, lecz czasami coś wpadnie w ucho. Szalenie podoba mi się stwierdzenie, że w dobie kryzysu niekoniecznie trzeba zmieniać całość garderoby, by wyglądać inaczej niż rok temu, wystarczy zmiana dodatków. Dlatego sprawiłam sobie super modną torbę, a po przyniesieniu jej do domu stwierdziłam, że niewiele się różni od poprzedniej, jedynie... kolorem. Ale ironia, co?

aNula pisze...

:) gratuluję nowej torby;) i zgodzę się z Tobą, że kilka dodatków zmienia całkowicie cały zestaw.. dlatego warto inwestować w apaszki, szale, korale, torebki...

Nie zgodzę się z tym, że jesienne plany są takie same jak wiosenne.. nie chodzi tu tylko o pogodę..

Prześlij komentarz