[la Seine - Sekwana]
Wróciłam z Paryża. Spędziłam tam kilka bardzo intensywnych dni, i to takich, że dziś spałam 12 godzin żeby choć trochę się zregenerować.
1. Konferencja
Moim głównym celem wyjazdu do Paryża było uczestnictwo w konferencji - 84 "Semaines Sociales de France". W ramach "Semaines Sociales" od 1904 roku corocznie odbywa się konferencja. I co roku kongres ten ma miejsce w innym francuskim mieście. W zeszłym roku był w Lyonie (gdzie również byłam) a w tym roku odbył się w stolicy Francji, w Paryżu.
Tematem tegorocznej konferencji był: "Nouvelles solidarités - nouvelle société" (nowa solidarność - nowe społeczeństwo). Wzięło w niej udział ponad 3500 osób w tym trochę młodzieży z Polski, Słowacji, Słowenii, Anglii, Węgier, Chorwacji, Ukrainy, Belgii, Niemiec. Były poruszane bardzo ciekawe tematy: biedy w wysoko rozwiniętych krajach, solidarności między pokoleniowej, pracy a także relacji między krajami europejskimi. Najbardziej podobał mi się niedzielny wykład: "Czy Europa jest jeszcze utopią?" Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona exposé eurodeputowanej Sylvie Goulard. Jej wypowiedź była pełna ciekawych faktów dotyczących aktualnej Europy. Mówiła o potrzebie integracji Europy, poruszyła także temat Polski, która jako duże państwo powinna być bardziej dostrzeżona na arenie europejskiej. Mówiła o procesie wprowadzania pokoju w Europie poprzez ujednolicenie prawa. A co najważniejsze jej wykład był realistyczny, a nie czysto utopijny.
Dodatkowo podczas tej konferencji miałam bezpośrednią styczność z Francuzami i to nie tylko tymi których na co dzień spotykałam podczas wykładów. Mieszkałam przez te kilka dni u przemiłych staruszków u Colette i Jean-Marie. Wieczorami po kolacji rozmawiałam z nimi na przeróżne tematy, przede wszystkim społeczne. Przedstawiali mi swoje przemyślenia na temat imigrantów, o mieszaniu się kultur i religii we Francji. O tyle ciekawe były te późno-wieczorne rozmowy iż sama miałam możliwość mieszkania przez pół roku w Grenoble, więc mogłam śmiało z nimi dyskutować.
2. Architektura Paryża
Paryż jest najbardziej romantycznym miastem jakie znam. Mogłabym jeszcze do tej kategorii zaliczyć Pragę, ale tak czy inaczej i tak francuska stolica znajduje się u mnie póki co na pierwszym miejscu. Wieczorami miałam okazję pobyć trochę w samym centrum Paryża (konferencja odbywała się na północy z dala od atrakcji turystycznych). A co mnie najbardziej w tym mieście urzeka? Jego niezwykła architektura. Na każdym kroku, placu i za każdym rogiem czeka coś niezwykłego i pięknego.
I tak spacerując byłam na przykład w Dzielnicy Łacińskiej gdzie przy Sorbonie zjadłam kolację rozkoszując się ciepłym wieczorem mimo pokropującego od czasu do czasu deszczu. Zaszłam też do katedry Notre-Dame pełnej turystów nawet po zachodzie słońca i wypełnionej atmosferą tajemniczości. Przy Luwrze usiadłam na chwilę. Będąc teraz w Paryżu cieszyłam się, że już kiedyś tutaj byłam i że nie mam ciśnienia żeby wszystko zwiedzić. Tym bardziej, że nie miałam na to specjalnie czasu. A co mogłabym robić w Paryżu godzinami? Przesiadywać w kawiarniach i chłonąć atmosferę miasta..
Luwr:
Imponująca róża w Katedrze Notre-Dame:
Stacja metra Saint Michel Notre-Dame:
Innego wieczoru byłam na wzgórzu Montmartre w monumentalnej bazylice Sacré-Cœur. Spacer wąskimi uliczkami Montmartre był niezwykle przyjemny a naleśniki jedzone pod gołym niebem były chyba najpyszniejszym akcentem tego dnia. Wszędzie było mnóstwo spacerowiczów. W małych sklepikach piętrzyły się mniej lub bardziej tandetne pamiątki z charakterystycznymi pięcioma literami tworzącymi napis: Paris. Galerie przyciągały obrazami paryskich pejzaży, głównie akwarelami i olejami. W wąskich uliczkach wszystkie kawiarniane stoliki były zajęte. Wzgórze tętniło życiem. Gdy zrobiło się późno podjechałam do metra Abbesses Montmartrobusem. Kierowca, istny szaleniec, niezwykle szybko zjeżdżał z góry, nie bacząc na strome zjazdy i zaparkowane po obu stronach samochody. A stacja Abbesses jest śliczna. Schodzi się do metra krętymi schodami oglądając na ścianach zdjęcia z Montmartre. I schodzi się schodek po schodku, coraz niżej i niżej, aż w końcu kiedy zaczyna się wątpić, że w ogóle kiedyś dojdzie się na dół to schody się kończą.
Bazylika Sacré-Cœur:
Ostatniego wieczoru postanowiłam odwiedzić les Champs-Elysées. Zaczęłam od Place de la Concorde, pozdrawiając wzrokiem ślicznie oświetloną Więżę Eiffla. Tym razem Champs-Elysées były już świątecznie ozdobione, a po dwóch stronach ulicy zostały ustawione kremowe drewniane budki w których to można było kupić wszystkie najbardziej tandetne gadżety jakie można znaleźć na tym świecie. Byłam szczerze zdziwiona, że na paryskim świątecznym jarmarku można kupić rosyjskie drewniane babuszki, bizuterię z magnesu, białą pościel wykończoną koronką, kiepskiej jakości wełniane czapki i rękawice, suto haftowane dziecięce kubraczki z Peru, chińską porcelanę i inne tego typu rzeczy. Aha! u pewnego pana można nawet było wypisać swoje imię na ziarnku ryżu. Taki talizman przynoszący szczęście hehe.. Mówię wam takiej kumulacji kiczu jeszcze en France nie widziałam. Poza tym budki oferowały naleśniki, grzane piwo i wino, niemieckie kiełbaski, watę cukrową i cukierki na wagę. Te lepsze proponowały makaroniki w uroczych opakowaniach i świąteczne pierniki i były chyba jedyne rzeczy które mi się spodobały. Więc cały ten jarmark w ogóle mnie nie zachwycił. Ponieważ była to sobota to spacerowały po Champs-Elysées tłumy. Dodatkową atrakcją okazały się dwa słupy między którymi rozwieszona była stalowa lina. Do linki były doczepione naturalnej wielkości sanie prowadzone przez sztuczne renifery. W pewnym momencie do sani wsiadł hero czyli św. Mikołaj i sanie ruszyły. Św. Mikołaj w wyuczony sposób machał do ludzi a oni w zamian krzyczeli do niego i robili mu zdjęcia. Taka śmieszna szopka. Bardzo zabawna :)) Kiedy skończył się rząd budek ,ukazały się butiki. Kupiłam nagrodzone medalem Bordeaux z 2006 i moje ulubione kosmetyki Le Petit Marseillais i ukochaną wodę różaną do twarzy Christiana Lenart. Takie drobiazgi, a sprawiają tyle radości. Szkoda tylko, że są niedostępne w Polsce. Dlatego muszę więc co jakiś czas jeździć do Francji :)
3. Moda
Ale i tak nic nie przebije czarnych lakierek na które cudem natknęłam się niedaleko Châtelet. Moje paryskie czarne lakierki będą mi zawsze przypominały o tych kilku dniach spędzonych na konferencji. O niezliczonej liczbie kilometrów którą przemierzyłam RERem i metrem. O tysiącu kroków które przeszłam paryskimi uliczkami.
Moje małe czarne lakierki, a w tle najświeższa prasa o modzie:
A w Paryżu modne są... berety..! tak, tak berety. Te które w Polsce kojarzone są z moherową koalicją, a tam są śmiało noszone przez młode paryżanki. Multum kolorów, z dłuższą lub krótszą antenką, zawsze na topie. Poza tym królują płaszcze, szczególnie w kratę. Skórzane kozaki, eleganckie torby jak i eco-torby. Okulary w mocnych kolorach przede wszystkim tak ostatnio modne - czarne. I królują rozmaite wzory na rajstopach. A to jest wielki plus, bo jestem fanką rajstop. Taki prosty trik a całkowicie zmienia wygląd całego zestawu ubrań. Duże swetry, buty na obcasie. W sumie to dziwię się sobie, bo w czwartek byłam od 7 rano do 23 w pantofelkach na obcasie i moje stopy nic a nic z tego sobie nie czyniły. Praktyka czyni mistrza.. a raczej mistrzynię.. albo jest to i sekret super dobranych wygodnych butów. Konferencja to konferencja.. trzeba się pokazać od tej elegantszej strony..
Ciekawą modę można również zaobserwować podczas jazdy metrem. Ilekroć zmienia się dzielnicę to do wagoników dosiadają się różne osoby. W centrum są to dziewczęta z rozpuszczonymi włosami, torebką na łokciu, płaszczykach i wąskich spodniach oraz biznesmeni w garniturach ze skórzanymi teczkami. Im dalej od centrum tym zmienia się karnacja dosiadających się. I tak dosiadają się muzułmanki w chustach oraz Murzynki w barwnych, tradycyjnych strojach. Jest też młodzież z Maghrebu w bluzach dresowych i najnowszych modelach sportowych butów. Są też i podróżni z walizkami. A większość łączy jedno: najnowsza technologia: dotykowe telefony komórkowe, małe laptopy oraz cyfrowe eBooki.
Secesyjne czerwone lampy czyli wejście do metra:
Cieszę się z tego pobytu. Dla mnie zawsze podróże są takim nowym tchnieniem, źródłem inspiracji... Jeśli ktoś nie był w Paryżu to niech żałuje... Mogłabym pisać i pisać, ale jutro pora wrócić do rzeczywistości i pójść do pracy... :)
Paris, je t'aime..
I'll be back...